Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kumasi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kumasi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2013

Ostatni etap

Akra, 16 sierpnia, piątek

W Kumasi niewiele zwojowałem. Ale też żadnych wielkich wojen nie planowałem. Przyjechałem, ze względu na opóźnienie, już prawie o zmroku, tak więc wyprawy na miasto nie były opcją. Natomiast dość wcześnie rano opuściłem hostel prezbiterian i skierowałem się na dworzec STC. Dzień wstawał, taksówki na mnie trąbiły, to już powoli ostatnie chwile na Złotym Wybrzeżu. Ale żeby mi udowodnić, że to jeszcze nie koniec, los spłatał mi kolejnego figla. Na dworcu STC dowiedziałem się, że do Akry dziś nie pojadę. Jak to? Brak miejsc. Ale wczoraj nie było możliwości kupna biletu. Tak, ale w Kumasi. Pasażerowie kupili bilety w innym mieście, w którym autobus rozpoczął trasę. No i wykupili wszystkie.

W drodze

Rozpłynąć się w Yatongu...

Kumasi, 15 sierpnia

Podczas gdy moi Rodacy nad Wisłą świętują rocznicę wielkiej bitwy, ja toczę własną małą wojnę. Z chorobą. Objawy coraz słabsze, gorączka ustąpiła zupełnie, ale to jeszcze nie to. Jeszcze nie dotarłem do celu. Ale dotrę. Antybiotyk kończy się jutro po południu. Póki co oszczędzam się trochę, staram się nie nadwerężać cierpliwości mojego złośliwego organizmu. Apetyt niestety jeszcze w pełni nie wrócił. Ale wróci. Ja bez apetytu to jak Kumasi bez korków. A właśnie dziś przyjechałem, ponownie, do stolicy dzielnego ludu Ashanti.

Widziane w drodze

czwartek, 8 sierpnia 2013

Ku trawom Sahelu

5 sierpnia, późny wieczór, gdzieś w północnej Ghanie

W Afryce mamy różne kraje, bardziej i mniej kolorowe. Jedne mają góry, inne morze i kokosowe palmy, jeszcze inne zarabiają kokosy na ropie, gazie i metalach. Jest jednak kraj, który nie ma morza, jest płaski jak stół, nie ma pięknych lasów ani palm ani metali – nie ma niczego. Poza biedą. Tym krajem jest porośnięta trawą i to też nie wszędzie - Burkina Faso.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Pasażer rusza na prowincję

Boabeng, 3 sierpnia, sobota

Minął tydzień odkąd przyleciałem na Złote Wybrzeże. Dokładnie jedna trzecia wyprawy. Jeszcze dwa i przyjdzie zbierać się z powrotem do Europy, z bagażem nowych doświadczeń i wrażeń. Trzy tygodnie to zdecydowanie za mało, chociaż tęsknota za Bliskimi pewnie i tak nie pozwoliłaby mi na dłużej. Ten wczorajszy, symboliczny jak by nie było, wieczór uczciłem kolacją z ulicznej garkuchni – banku z rybą (która najpewniej zmarła śmiercią głodową). Banku próbuję drugi raz i chyba się nie przekonam. Przesolona papka. Może za trzecim razem mi wyjdzie, zobaczymy.



piątek, 2 sierpnia 2013

Duch Ashante

Ponad trzysta lat temu Okomfo Anokye, kapłan fetyszysta, wsadził w ziemię dwa ziarna. Jedno z nich zakiełkowało – w Kumasi. W ten sposób miejsce stało się stolicą potężnego z czasem królestwa ludów Ashante. Brytyjczycy zdołali przełamać opór dzielnych wojowników dopiero na przełomie XIX i XX wieku, zajmując Kumasi na jakieś pięćdziesiąt lat.

Pędzi dzielny tro-tro, pędzi przez busz

Kumasi, 1 sierpnia, 21:00

Ciekawą jest świadomość w chwili porannego wstawania, że rozpoczynający się właśnie dzień przyniesie kolejne przygody. To charakterystyczne dla podróży. I to w podróży piękne.