Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ouagadougou. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ouagadougou. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2013

Akwaaba Ghana!

12 sierpnia, Tamale

Dziś opuściłem Burkinę Faso. Nie spróbowawszy bagietki, ale mimo iż były i piękne i pachnące i pewnie chrupiące, chodziło po nich tyle much, że nie potrafiłem. Pełen pozytywnych wrażeń związanych z mieszkającymi tam ludźmi, świadom pewnych, często istotnych, niedociągnięć ważnych z punktu widzenia turysty, jak i osłabiony nabytą infekcją – choć faktycznie ciężko stwierdzić, jakiego obywatelstwa są te małe wredne bakterie, które nie pytając mnie o zgodę jakby nigdy nic sobie we mnie po prostu wlazły i czują się jak u siebie.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Choroba Pasażera

Ouagadougou, 11 sierpnia

Kazimierz Nowak podczas swojej pięcioletniej podróży po Afryce malarię przechodził wielokrotnie. Nie było wtedy ani Lariamu ani Malarone. Brał tylko chininę, a i też ze względów finansowych nie tyle, ile powinien. Po powrocie do Polski pożył jeszcze rok, po czym zmarł w wyniku komplikacji pomalarycznych. Kolorowa i ekscytująca Afryka ma też swoje mroczne oblicze. I wcale nie węże, pająki i inne działające na wyobraźnię zwierzęta stanowią tego najdotkliwszy obraz.

W najdalszym punkcie...

9 sierpnia, piątek, Bobo-Dioulasso

Zrobiłem kolejny krok, przyjechałem dziś do Bobo-Dioulasso, gdzie zostanę przez dwie noce. To miejsce ma duże znaczenie z punktu widzenia moich planów, jest bowiem najbardziej oddalonym od lotniska Kotoka odwiedzanym w czasie tej podróży punktem. 


sobota, 10 sierpnia 2013

Fajrant w Ouagadougou

8 sierpnia, Ouagadougou

Kolejny dzień w chłodnej (znacznie chłodniejszej niż Polska z tego co wiem) Burkinie Faso rozpocząłem dość bojowo. Przez całą noc nad katolicką enklawą stolicy latały, i to dość nisko, jakieś samoloty. Nad ranem odezwały się strzały, do złudzenia przypominające artyleryjskie. Wychodzę ze swojej ciemnej nory (pomimo sympatii pracujących tu ludzi to nadal Czarna Afryka – mieszkam w norze, choć w mieście są też bardzo drogie, pewnie jaśniejsze, hotele), a tu Francuzi siedzą na walizkach, męczeni jeszcze przez jakiegoś artystę, który rozkładał swoje figurki. Wyjeżdżają. Dodając do tego region, w którym się znajduję i najnowszą historię Burkiny – doszedłem do wniosku, że trzeba sprawdzić sytuację.

Szpieg z licencją na fotografowanie

7 sierpnia, środa, Ouagadougou

Władze Burkiny, po części ze względów, o których pisałem wczoraj, mają swoje obsesje. Jedną z tych obsesji jest silne podejrzenie, że każdy turysta przyjechał tu po to, by szpiegować. A szpiegowanie jego ma niechybnie doprowadzić do wysadzenia niemal nieistniejących szos, rozpadających się budynków ministerstw czy wąskich mostów pozbawionych barierek (przejeżdżaliśmy przez takie wąskie mostki, adrenalina skacze prawie jak autobus po dziurach). Tak, pozbawiona czegokolwiek Burkina dobrze wie, co w trawie piszczy. I pewnie dlatego do niedawna jeszcze była jedynym znanym mi krajem, który wydawał turystom oficjalne pozwolenia na robienie zdjęć. Jakichkolwiek zdjęć. Fotografujesz zabytkowy meczet – pozwolenie proszę. Inaczej łapówa. A że pozwolenia były bezpłatne, wychodziło ciut taniej je zdobyć.

piątek, 9 sierpnia 2013

Je ne parle pas francais

6 sierpnia, Ouagadougou

Przed świtem jeszcze wzdłuż drogi zaczęły pojawiać się charakterystyczne gospodarstwa obwarowane murem, zza którego wyzierały biedne okrągłe domki kryte strzechą. To zabudowa typowa dla terenów położonych blisko Sahelu, i dla samego Sahelu zresztą też.

Do granicy Ghany we wsi Paga dojechaliśmy już po świcie, co mnie ucieszyło biorąc pod uwagę złą sławę drogi do stolicy Burkiny. Formalności graniczne po stronie Ghany nie były ani długie ani też skomplikowane – kontrola książeczek szczepień, kontrola paszportów i żegnaj Złote Wybrzeże.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Ku trawom Sahelu

5 sierpnia, późny wieczór, gdzieś w północnej Ghanie

W Afryce mamy różne kraje, bardziej i mniej kolorowe. Jedne mają góry, inne morze i kokosowe palmy, jeszcze inne zarabiają kokosy na ropie, gazie i metalach. Jest jednak kraj, który nie ma morza, jest płaski jak stół, nie ma pięknych lasów ani palm ani metali – nie ma niczego. Poza biedą. Tym krajem jest porośnięta trawą i to też nie wszędzie - Burkina Faso.